Jak manipulować ludźmi ? Zestaw zasad językowych !

Jak manipulować ludźmi ? Zestaw zasad językowych !

Do wywarcia pożądanego wrażenia na innych mogą nas zaprowadzić swoiste sztuczki językowe oraz zasady, które zaprezentujemy Ci w niniejszej części kursu. Pierwszą z nich nazwaliśmy następująco:

a) Ale, ale, ale… racja?

b) Pole minowe.

c) Ograniczanie pola manewru.

d) Kto pyta, nie błądzi, czyli technika skutecznego formułowania pytań.

Być może jesteśmy przyzwyczajeni do łagodzenia naszego sprzeciwu wobec cudzego stanowiska za pomocą utartej formułki: Tak, ale… Być może lubimy zaczynać naszą kontrargumentację od stwierdzenia: Masz rację, jednak… Być może uważamy, że posługiwanie się zwrotem: Tak ogólnie to się z tobą zgadzam, ale wiesz… – jest najlepszą taktyką na przedstawienie naszego stanowiska. Nawet, jeżeli przywykliśmy do tego typu praktyk, powinniśmy czym prędzej się od nich odzwyczaić! Jest to konieczne, ponieważ korzystanie ze sformułowań o konstrukcji: tak, ale… wbrew pozorom nie ułatwia prowadzenia oddziaływania!

manager at the office with a group behind himPosługując się tego typu wyrażeniami, mamy nadzieję, że za pomocą ich pierwszego członu (pozornej zgody i/lub aprobaty) „urobimy” sobie rozmówcę, dzięki czemu łatwiej będzie nam wdrożyć nasze przekonania. Nic bardziej mylnego! Mechanizm działania takich konstrukcji, z powodu stojącego w nich spójnika ale (najczęściej) bądź jednak, odwraca uwagę odbiorcy od pierwszej części. Poniekąd unieważnia ją. Zaprzeczenie następujące po potwierdzeniu sprawia, że nasz partner nie zwraca uwagi na naszą pozorną zgodę, ignoruje ją, ponieważ cały ciężar jego zainteresowania przenosi się na to, co nastąpi po ale.

Uwaga: w tym miejscu należy szczególnie podkreślić, że treści poprzedzone słowem ale są już wówczas „ustawione” inaczej niż byśmy chcieli. Odbiorca jest do nich uprzedzony, z góry ma prawo traktować je sceptycznie, negatywnie czy wręcz z wrogością. Są one bowiem postrzegane jako kontrargument, z którym „czailiśmy się”, udając jedynie naszą zgodliwość. Co więcej, wprowadzając zmiękczenie (tak, ogólnie to tak; niby masz rację, itd.) obniżamy naszą skuteczność poprzez ujawnienie w tych sformułowaniach naszego braku pewności siebie, braku wiary w skuteczność naszej argumentacji oraz sensowność naszych przekonań. Tracimy także na wiarygodności, bowiem staramy się zawoalować naszą niezgodę zamiast jasnego jej zakomunikowania.

Nie chodzi nam oczywiście o to, że słowa sugerujące przeciwstawienie mają być „zakazane” i nie powinniśmy ich używać w codziennej komunikacji. Podpowiadamy jedynie, że warto korzystać z nich rozważnie i nie nadużywać. Sprawdzają się bowiem głównie w takich sytuacjach, w których rozdźwięk między pierwszym a drugim członem nie jest zbyt duży.

Przykłady

Wyobraźmy sobie, że rozmawiając ze zwolennikiem wegetarianizmu, którego chcemy przekonać do naszej, mięsnej diety, wysłuchamy jego stanowiska po czym powiemy: W sumie masz rację, ale uważam, że – i w tym miejscu wymienimy listę sztampowych powodów dla których wegetarianizm pozbawiony jest sensu, a wypowiedź podsumujemy zwrotem aprobującym mięsożerców i potępiającym wegetarian. Wówczas nie zachęcimy naszego interlokutora do kontynuowania merytorycznej dyskusji. Natomiast, jeżeli negocjujemy z małżonkiem zakup urządzenia elektronicznego i próbujemy przekonać drugą stronę do lepszego – według nas – rozwiązania, np. zakupu tabletu firmy X, gdy małżonek upiera się przy inwestycji w tablet firmy Y, mówiąc: Tak, masz rację, tablet Y ma takie a takie zalety (wymieniam dobre strony), ale tablet X wyróżnia się tym i tym (wymieniam, argumentuję) – taka konstrukcja jest w pełni sensowna i może pomóc nam osiągnąć zamierzony skutek, a na pewno nie przeszkodzi w drodze do jego realizacji.

Przyglądając się bliżej zarysowanym wyżej przykładom, zauważysz że mają one „drugie dno”. Dotyczy ono bazy językowej, jednak nie jest „sztuczką językową” w czystej postaci, a zabiegiem komunikacyjnym – w szerszym tego słowa znaczeniu. Zaprezentowane w pierwszej sytuacji oddziaływanie okazało się nieskuteczne także z innego powodu. Mięsożerca bowiem nie słuchał wywodu zwolennika wegetarianizmu, a sformułowanie:


Tak, masz rację… – nie odnosiło się do tego, co przed momentem usłyszał. Zwrot ten był zwykłym, bezrefleksyjnie powtarzanym frazesem typu „zapchaj dziurę”,

zwyczajną furtką do zarzucenia odbiorcy swoją kontrargumentacją, niepoprzedzoną uważnym wysłuchaniem stanowiska wypowiadającej się wcześniej strony. Zupełnie inaczej przebiegała rozmowa w drugim przypadku. Małżonek preferujący tablet X uważnie słuchał drugiej strony, czego dowiódł, parafrazując wypowiedź dotyczącą tabletu Y. Następnie przeszedł do przedstawienia zalet produktu, który wydaje mu się lepszy. Tak prowadzona konwersacja z wykorzystaniem konstrukcji tak, ale… jest w pełni zasadna  i ma szansę doprowadzić do satysfakcjonującego rozwiązania.

W pierwszym przypadku szanse na przyjemny przebieg rozmowy były minimalne, ponieważ wegetarianin został jawnie zignorowany oraz zaatakowany. Zwolennik jedzenia mięsa koncentrował się wyłącznie na realizacji celu (udowodnienie wyższości siebie i swojego stanowiska), nie zważając na partnera dialogu. Otworzył tym samym drogę do zaostrzenia konfliktu, kłótni czy wycofania się rozmówcy.

b) Pole minowe

Konstrukcje typu tak, ale… nie znajdą się na liście zwrotów zakazanych, jaką poniżej przedstawimy, jednak warto mieć na uwadze zalecenie rozważnego korzystania z nich, o czym pisaliśmy. Są jednak komunikaty, których powinniśmy się wystrzegać, a najlepiej – o ile to możliwe – całkowicie z nich zrezygnować.

Wbrew pozorom nie chodzi nam tu wyłącznie o wulgaryzmy, słowa powszechnie uznawane za obraźliwe, itp. Ich stosowanie w sytuacji oddziaływania na ogół jest niedopuszczalne i stanowi jeden z rodzajów „oczywistości”, których objaśniać nie trzeba. Warto jedynie dopowiedzieć, że – jeśli nie mamy pewności jaki jest stosunek naszego interlokutora do wulgaryzmów – najlepiej jest założyć, iż są one przez niego nieakceptowane i po prostu z nich nie korzystać. Postępując inaczej możemy sporo stracić w oczach partnera, zirytować go lub sprowokować niepotrzebną wymianę zdań na temat wyrazów uznawanych za wulgarne i ich użyteczności bądź też jej braku.

Należy za to z całą mocą podkreślić, że istnieje cały szereg zwrotów-min, oddalających nas od osiągnięcia pożądanego wrażenia zdecydowanie bardziej niż wulgaryzmy. Pierwsza grupa takich wyrażeń to tzw. ukryte inwektywy, np. To było tak głupie, że chyba tylko ty mogłeś coś takiego wymyślić (w domyśle: Jesteś głupi; Jesteś beznadziejny).

Kolejny niebezpieczny zwrot stanowi zawoalowana, złośliwa deprecjacja, np. Niby taka mądra, wykształcona; Wielka mi studentka, a takie bzdury opowiada (w tym przypadku osią działania staje się także uderzenie w czyjś atut – tu: wykształcenie) lub np. deprecjacja ironiczno-gardząca, np. Co? Bozia ci rozumku poskąpiła?, itp.

Wszystkie tego typu komunikaty, wypowiadane w sytuacjach zdenerwowania czy stresu potęgują niepokojącą atmosferę i oddalają nas od sukcesu komunikacyjnego. Są bowiem atakiem na naszego partnera, zagrażają jego poczuciu bezpieczeństwa i prowokują do agresywnej lub pasywno-agresywnej kontry (np. gwałtowne przerwanie rozmowy
i odejście).

W podobnej roli występują wyrażenia szufladkujące, bazujące na radykalnych stwierdzeniach, np. To, co zrobiłeś było absolutnie pozbawione sensu; Niniejszym osiągnąłeś szczyt głupoty; Jesteś zaślepiony, itd. Analogicznie działają generalizacje, którym już poświęciliśmy nieco uwagi, np. Mylisz się jak zawsze; Nigdy nie masz racji; Jak zwykle zawiodłam się na tobie, itd.

Mniej obfitujące w ewentualne konsekwencje są sądy nieformujące, czyli zawierające ocenę, jednak nie przekazujące informacji zwrotnej, na ogół zawierającej elementy krytyki konstruktywnej i oceniania formującego (wskazanie na słabsze i mocne strony wraz z uzasadnieniem oraz propozycją ścieżki doskonalenia), np. Miałeś kiepskie wystąpienie; To, co przygotowałeś było złe; Nie najlepiej dziś wypadłeś; Gadasz bzdury; Może coś z tego będzie; Nie spełniasz moich oczekiwań.

praca zespoowaWyrażenia te mają funkcję demotywującą i ich zastosowanie może być użyteczne w zasadzie jedynie wtedy, gdy naszym celem jest zniechęcenie drugiej strony do określonego działania. Co ciekawe, ów efekt demotywacji udaje się nierzadko uzyskać poprzez zachętę do podjęcia określonej próby. Jak to możliwe? Sztuczkę tę dobrze opanowali sprzedawcy. Roboczo możemy ją nazwać jako strategię „próbować nie warto”.

Doskonale sprawdza się ona w naszych czasach, w których ludzie chcą mieć wszystko od razu, dla siebie, na własność i z gwarancją skuteczności oraz zadowolenia. Oczywiście, nie mamy tu na myśli zabiegów copywriterskich, którymi zarzucają nas twórcy reklam (spróbuj-nie pożałujesz, itd.) ani pani w sklepie mięsnym, która podsuwa nam do degustacji plasterek wędliny (skosztuj-wybierz). Działania te bowiem mają na celu przekonanie potencjalnego klienta do zakupu i ich skuteczność jest względnie wysoka.

Nam chodzi jednak o specyficzną formę zachęty do wypróbowania oferty konkurencji, którą aplikujemy rozmówcy w chwili jego wahania, np. Nie jest pan przekonany do proponowanej przez nas oferty? W takim razie proszę zajrzeć do sklepu obok. Zobaczy pan. Sprzedają gorszy towar i to dużo drożej. Na ogół w takim momencie przechylamy szalę zwycięstwa na naszą korzyść, a klient zachęcony perspektywą „spróbowania” towaru konkurencji i porównania go z tym, którym zainteresował się pierwotnie – nie zechce skorzystać z propozycji przetestowania oferty sklepu obok. Dlaczego? Otóż, takie stwierdzenie w ustach sprzedawcy: Proszę zajrzeć do sklepu obok. Zobaczy pan. Sprzedają gorszy towar i to dużo drożej – stawia go w roli eksperta, który był, widział, spróbował, doświadczył i dzieli się z nami tajemną wiedzą, ocalającą nas przed pomyłką. Sprytne, nieprawdaż?

Stosując jednak tę technikę musimy mieć na uwadze, że – jeśli okaże się, iż cudza oferta jest rzeczywiście lepsza, a klient zdecyduje się podążyć za naszą sugestią i sprawdzi to, co proponuje mu konkurencja – nie wróci do nas i wybierze to, co dla niego dogodniejsze. Zatem zanim zdecydujemy się na tę sztuczkę, upewnijmy się, że mamy realne szansę na zwycięstwo w sytuacji konfrontacji naszego produktu z towarem konkurencji i/lub przyjrzyjmy się sylwetce naszego rozmówcy, oceńmy czy jest on na tyle nieufny i niezdecydowany, że chętnie przystanie na propozycję porównania produktów, czy też łatwo uwierzy nam „na słowo”. Powinniśmy także zadać sobie pytania co do naszej wiarygodności: Czy jesteśmy przekonujący? Czy potrafimy zastosować tę technikę naturalnie i z pozycji autorytetu godnego zaufania? Bowiem dobre przygotowanie się do wdrożenia owej metody, może warunkować jej skuteczność.

Dodajmy jeszcze, że technika oparta na słowie „spróbuj” dość często wykorzystywana jest w sytuacjach nieadekwatnych, np. rodzice zwracający się do dziecka: Spróbuj jeszcze raz tak zrobić, a dostaniesz szlaban. Skutek takiej wypowiedzi może być przeciwny, ponieważ dziecko nie przestraszy się prawdopodobnej kary, a przyjmie zachętę do spróbowania jeszcze raz, chociażby po to, aby przetestować granice rodziców i sprawdzić, czy postąpią oni konsekwentnie, czyli wypełnią groźbę kary.

Skutek przeciwny do zamierzonego często wywiera także „spróbuj” jako zachęta do wykonania jakiejś czynności, której spełnienia oczekujemy i spodziewamy się, że wypowiedź rozpoczynająca się od słowa „spróbuj”, pomoże nam uskutecznić nasze zamiary, np. Spróbuj wynieść śmieci po szkole, dobrze? Tak sformułowany grzeczny komunikat nie jest niczym złym, jednak należy podkreślić, że jest on prośbą o p r ó b ę wykonania danej czynności, a nie jej wykonanie. Jeżeli nasz rozmówca, np. osoba w okresie adolescencji, potraktuje naszą wypowiedź dosłownie, literalnie – na zarzut niespełnienia prośby, możemy spodziewać się odpowiedzi: O co ci chodzi? Chciałeś, żebym spróbował wynieść śmieci. Przecież próbowałem, ale mi się nie udało. Taki scenariusz jest prawdopodobny nawet wówczas, gdy rodzic cieszy się autorytetem i szacunkiem dziecka. Po prostu tak sformułowany komunikat daje furtkę do czepiania się słówek, charakterystycznego dla okresu dorastania. Nieco inaczej może wyglądać sytuacja, jeżeli polecenie oparte na tym schemacie, (np. Spróbuj dziś zrobić tę prezentację) – zostanie skierowane przez przełożonego do pracownika. Bardziej prawdopodobne jest wówczas, że podwładny dołoży wszelkich starań, aby zakończyć zlecone mu przez szefostwo zadanie w oczekiwanym czasie niż „uchwyci się” słówka, co w takiej sytuacji byłoby nieadekwatne.

c) Ograniczanie pola manewru

„Słówka” takie jak m.in. po czy przed jako drobne komunikaty mogą także posłużyć nam do wywarcia pożądanego wpływu na drugiego człowieka. Wydaje się to nieprawdopodobne, jednak właśnie owe drobiazgi: przed i po pozwalają „zakleszczyć” jednostkę i odebrać jej możliwość wycofania się z wykonania jakiejś czynności, np. Chcę, żebyś naprawił kran przed 16.00; Odrobisz pracę domową przed czy po korepetycjach?; Wyrzuć śmieci zaraz po powrocie ze szkoły, itd.

Jak widać na podstawie przytoczonych przykładów zarówno słowo przed, jak i po, zwłaszcza w towarzystwie dookreślenia zaraz, mają moc wprowadzenia ograniczenia czasowego, swoistych ram, w których należy zrealizować polecenie. W ten sposób zwiększamy nie tylko szanse na wykonanie naszej prośby, ale także możemy uzyskać pożądane rezultaty w najdogodniejszym dla nas czasie. Najbardziej sprytnym wytrychem okazuje się kompilacja przed-po. Nie daje bowiem szansy na rezygnację z wykonania polecenia, które powinno być wypełnione w określonym przedziale czasowym przed jakimś momentem lub tuż po nim.

Ogniskowaniu czasu służy także konstrukcja kiedy-wtedy. Polega ona na zachęceniu drugiej strony do podjęcia określonych działań poprzez wprowadzenie perspektywy korzyści, np. Kiedy odrobisz pracę domową, pozwolę ci pograć na komputerze. Może ona przyjąć także odwrotny kierunek, np. Zanim wykonasz tę pracę, wypijmy kawę. W drugim przypadku motorem napędzającym do działania staje się motywacja antycypująca (poprzedzająca) w postaci wspólnej chwili relaksu przy kawie, natomiast w pierwszym przykładzie motywująca jest wizja nagrody za wykonaną czynność. Wybór danej opcji powinien nie tylko być adekwatny do okoliczności, ale i wynikać z naszej wiedzy o drugiej osobie i znajomości jej preferencji. Niektórzy bowiem lubią nagradzać się drobnymi przyjemnościami po zakończeniu jakiegoś zadania, inni natomiast potrzebują antycypacji w postaci motywującego ich bodźca, który daje im energię do wykonania polecenia.

Kolejnym z zabiegów językowych, służących osiągnięciu pożądanych rezultatów, jest tzw. technika pozornego wyboru.

Z reguły przyjmuje ona formę pytania zamkniętego, rozpoczynającego się od słowa: Czy…? Np. Czy zrobisz zakupy popołudniu czy wieczorem? Pomijając pytanie o to, czy nasz rozmówca w ogóle ma zamiar zrobić zakupy i przechodząc od razu do ograniczenia mu pola manewru (zakupy popołudniu lub zakupy wieczorem), stwarzamy wrażenie wyboru i poniekąd rzeczywiście go dajemy, jednak nie dotyczy on istoty rzeczy – w tym przypadku pomija plany oraz chęci osoby, na której staramy się wymóc zrobienie zakupów w danym dniu – a skupia się na mniej ważnym aspekcie (pora wykonania czynności). Tym samym odwraca uwagę partnera od tego, co niewypowiedziane wprost (przymus zrobienia zakupów).

Warto wiedzieć, że owa prosta sztuczka jest często stosowaną techniką nie tylko w życiu domowym, ale i zawodowym, zwłaszcza w niektórych branżach, m.in. handlowej, ubezpieczeniowej i w marketingu, np. Czy preferuje pan wersję A czy wersję B (bez sugestii możliwości rezygnacji), itd.

Niektórzy badacze porównują ten trik do zapędzenia przeciwnika w kozi róg.
Jedno z drugim ma sporo wspólnego, jednak pami
ętajmy, że w żadnym wypadku nie należy lekceważyć osoby, na którą skierowane są nasze oddziaływania. Wszystkie znane techniki wywierania wrażenia, choć skuteczne, można porównać do gry w szachy, konkretnie do momentu, w którym stosując daną metodę działania mówimy: „szach”, jednak nie oznacza to końca gry. Szach-mat nie nastąpił, dopóki nie odnieśliśmy zamierzonego rezultatu, a szach oznacza tyle, że teraz czekamy na ruch partnera i musimy bacznie obserwować rozgrywkę, by podjąć właściwe kroki.

Śledzenie rozwoju sytuacji jest niejako wpisane w praktykę perswazyjną i wymaga od nas niemal nieustannej czujności. Wyobraź sobie, że masz do przekazania swojemu życiowemu partnerowi lub partnerce informację o utracie pracy. Wiesz, że zmartwi się,gdy tylko o tym usłyszy, więc starasz się zapobiec reakcji smutku, której nie chcesz wywołać. Z tego powodu zwracasz się do niej lub do niego słowami: Nie chcę, żebyś się martwił/a, ale muszę ci się do czegoś przyznać. Tak sformułowany komunikat nie zapobiegnie reakcji, której chcemy uniknąć, lecz wzmocni ją i przyspieszy jej pojawienie się. Osoba, słysząc na początku wypowiedzi zwroty takie jak.: Nie martw się; Nie denerwuj się, itd. niejako automatycznie zaczyna to robić! Korzystając z takich komunikatów i umieszczając je w pierwszej kolejności tak, że poprzedzają one treść właściwą przekazu, intensywność niepożądanych emocji i stanów (smutek, zdenerwowanie, irytacja, zmartwienie, itd.) jest zwiększona. Mówiąc prościej: powiedzenie komuś: Nie martw się na początku komunikatu przekazującego przykrą treść już wprowadza interlokutora w stan zmartwienia. Analogicznie działają „dobre rady” typu: Nie płacz – skierowane do osób tkwiących w rozpaczy lub: Nie myśl o tym – do próbujących poradzić sobie z traumatycznym przeżyciem, itd. Po prostu zaprzeczenia nierzadko wywołują bądź sprzyjają pojawieniu się niepożądanych wrażeń, reakcji i refleksji.

Oczywiście, wiedząc o tym możemy także wykorzystać zaprzeczenia jako technikę wywarcia określonego wpływu. Jeżeli naszym celem jest sprowokowanie drugiego człowieka do danej reakcji, możemy posłużyć się jej zaprzeczeniem, np. Nie martw się o mnie, jakoś dam sobie radę – w sytuacji, gdy chcemy wzbudzić w kimś poczucie troski o nasze położenie, itd. Natomiast, jeśli naszym celem jest wprowadzenie atmosfery spokoju przed przekazaniem informacji, np. o utracie pracy, zdecydowanie lepiej jest odwołać się do emocji, którą chcemy wywrzeć niż wprost zaprzeczać niepożądanej, np. Kochanie, usiądź i spokojnie wysłuchaj tego, co chcę ci opowiedzieć – będzie skuteczniejsze niż: Tylko nie panikuj, coś się stało, zaraz ci powiem, tylko nie panikuj, itd.

Wśród emocji znajdują się także takie, które pomagają zwiększyć intensywność oddziaływania. Należy do nich przede wszystkim wzbudzenie w drugiej osobie poczucia winy: Gdyby nie ty, wszystko byłoby inaczej, lepiej…; Dlaczego tego nie zrobiłeś, skoro mogłeś? Albo: Czemu to zrobiłeś, mimo że…, itd. Skuteczne jest także stosowanie reguły sympatii, zwanej także regułą lubienia. Jeżeli cieszymy się czyjąś sympatią, mamy większe szanse na powodzenie naszego oddziaływania.

Podobnie rzecz ma się w sytuacji odwoływania się do pragnień jednostki, które mogą zostać osiągnięte pod pewnymi warunkami (w tym przypadku są to rezultaty, do jakich dążymy). Jeżeli mówimy o nich językiem korzyści, łechtamy tym samym sferę emocjonalną odbiorcy, pobudzając jego wyobraźnię do pracy skojarzeniowej: Jeżeli zrobię to, zyskam coś, co będzie dla mnie korzystne.

d. Kto pyta, nie błądzi, czyli technika skutecznego zadawania pytań

Business people assembling puzzleOmówienie tego wątku należy rozpocząć od podkreślenia, że właściwie zadane pytania w oddziaływaniach perswazyjnych mogą pełnić rolę narzędzi kontroli.


Jeżeli nauczymy się je trafnie formułować, będziemy
sterować procesem wywierania wrażenia. Z ich pomocą jesteśmy w stanie skierować rozmowę na pożądane tory i manipulować inicjatywą oraz równoważyć elementy wypowiedzi tak, żeby odbiorca oddziaływań odczuł, że znajduje się w centrum naszego zainteresowania – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Służą temu zwłaszcza pytania o samopoczucie, opinie – nienachalne i niepowodujące wrażenia ingerencji w prywatność czy intymność osoby. Zadając je, odnosimy jeszcze jedną korzyść, mianowicie lepsze poznanie naszego rozmówcy, które procentuje w toku oddziaływania perswazyjnego.

W ścisłym związku z umiejętnością zadawania pytań pozostaje zdolność do aktywnego i uważnego słuchania. Pozwala ono bowiem na formułowanie adekwatnych zapytań, które mogą nam przynieść lepszy obraz danej sytuacji lub – w aktach komunikacyjnych,  w jakich rozmowa się „nie klei” – pomogą ją przekierować lub podtrzymać w inny sposób (funkcja fatyczna pytań).

Ogólne zasady dotyczące zadawania pytań sugerują, że w konwersacji powinny dominować pytania otwarte typu: Jak?; Dlaczego?, dające szanse rozmówcy na udzielenie pełnej odpowiedzi, dzięki której możemy budować lepszy obraz sytuacji. Minimalizujmy za to liczbę pytań zamkniętych, głównie zaczynających się od słowa: Czy…?, które determinują niepożądane z naszego punktu widzenia odpowiedzi typu: tak lub nie.

 

Polecamy artykuł: Szkolenie z negocjacji ! Techniki negocjacji, czyli negocjacje w biznesie ! Pytasz jak negocjować ?

Dziękuję za uwagę Rafał Karaś

Firma Szkoleniowa Kar-Group

Rating: 10.0. From 1 vote.
Please wait...